Jan który miał zostać Andrzejem

czyli oczekiwanie na synka – w kilku słowach… I obrazkach…

A wiecie, że aparat fotograficzny to takie urządzenie, które potrafi uwiecznić nawet przyszłość? Bo jak można nazwać fotografowanie kogoś, kogo jeszcze nie ma?  No, może i jest, ale jeszcze nie tu. Od początku.
Asia – mama Jasia- wtedy dopiero na niego czekała. I razem z tatą Jasia, Piotrem, pomyśleli, że chwile tak niezwykłego oczekiwania mogliby uwiecznić. Chociaż na obrazku. I tak powstał pomysł tej dwuetapowej sesji ciążowej.
Pierwszy etap to ostatnie ciepłe, słoneczne dni 2016 roku. Wtedy spotkaliśmy się tylko z przyszłą mamą, a za scenerię posłużyła nam łąka, las i piękny ogród… Brzmi bajkowo? Bo tak było. Oprócz wspaniałej pogody i przepięknej „golden hour”, towarzyszyły nam długaśne rozmowy przy układaniu włosów, nanoszeniu makijażu, tworzeniu wianka i stylizacji. Atmosfera była tak miła, że nasza MUA – również Asia- udostępniła do sesji piękną, delikatną sukienkę, która jest wręcz jej szatą rodową… Wszystko przebiegało sielankowo, a przemiła atmosfera zwieńczona została świetnymi ujęciami o zachodzie słońca.  Zapozował również nasz wierny towarzysz, Bobek – psiaczek, który często nam towarzyszy przy okazji plenerów, wnosząc rozluźnienie i mnóstwo śmiechu.  Po zmroku również fotografowaliśmy. W pięknym wielkim ogrodzie.

Etap drugi zaangażował również przyszłego tatę. Przy tej okazji zostaliśmy zaproszeni do domu przyszłego Jasia. A może do przyszłego domu Jasia? Albo do domu Jasia, który niebawem miał przyjść?
Zabraliśmy ze sobą całe studio. Nie chcieliśmy aby okazało się, że na coś nie jesteśmy przygotowani. I tym razem praca była przyjemnością, bo zdjęciom nieprzerwanie towarzyszył uśmiech, radość, no i Bobek.

Pragniemy Wam pokazać efekty naszej pracy. Zapraszamy do galerii.

P.S. Jaś od samego początku miał nosić imię Andrzej. Jasiem stał się chyba dopiero w dniu narodzin. Nie wiemy czemu. Decyzję o zmianie, i całą odpowiedzialność za decyzją idącą, na barki wzięła szczęśliwa Mama.