Karolina & Michał, czyli co nagle, to nie po diable!

Uroczysty dzień Karoliny i Michała nie rozpoczął się idealnie. Ale Oni o tym wcale nie wiedzieli. Nie dość, że człowiek zabiegany, to jeszcze złośliwie rzecz martwa się sama nie podłączyła do ładowarki, nie naładowała, nie wskoczyła na blat biurka i nie zakrzyknęła ” hej, to ja, Twoja komórka, już się naładowałam, więc możemy bez obaw wychodzić z domu….”
Złośliwość rzeczy martwych, które zupełnie przez przypadek w środku noszą adres Panny Młodej. Gdzie jechać? Jak żyć?
Z tej opresji wyszliśmy dość łatwo i dzięki opatrzności – więcej niepokoju tego dnia już nikt nie uświadczył. No może Para Młoda, ale to zupełnie naturalne.
Z Karoliną i Michałem spotkaliśmy się niewiele wcześniej, a Oni byli zupełnie niezdecydowani na fotografa. Operator kamery, którego sobie wybrali, podsunął im jednak myśl, że nawet kilka zdjęć, ale warto by mieć. Film to piękna pamiątka, ale bez zdjęć przecież się nawet nie godzi. Tak też się sprawy dalej potoczyły. Młodzi zdecydowali się na niewielki pakiet zdjęć z uroczystości, o której zapewniali, że będzie niewielka, ale zostanie zapamiętana… Zabrzmiało jak wyzwanie ?! Zabrzmiało.
Ale wróćmy do dnia zaślubin…
Gdy dotarliśmy do domu młodej, panowała tam atmosfera dającego się odczuć wyczekiwania, a Karolina, żartując, zapewniała swą obecną i przyszłą mamę, że Michał przecież się nie rozmyślił.
W końcu za oknem pojawił się piękny, czarny Mercedes, a gdy Michał przekroczył próg domu, by porwać swą oblubienicę, wprowadził ze sobą mnóstwo uśmiechu i żartów.

Ceremonia zaślubin…. Cisza. Kazanie. Skupienie. Wszystko odbyło się bez zakłóceń. Nikt nie wbiegł do kościoła, aby przemówić i udaremnić Nowożeńcom wypowiadanie przysięgi. A nasz aparat gdzieś niepostrzeżenie przemykał bocznymi nawami, aby nie zwrócić niczyjej uwagi. Aby uwaga pozostała skupiona na tych, którym się tego dnia wyłącznie się należała.

Był jeden moment… „moment”, moment przez maleńkie „m”. Taki niezauważalny. Chyba. W sumie to nie wiadomo czy jest sens  wspominać… że podczas tego przemykania pomiędzy nawami, jakimś cudem, od aparatu odpięła się lampa, a upadając na drewnianą ławkę narobiła hałasu jak taki maluteńki słonik w składzie porcelany. No cóż, zawsze ktoś musi coś przeskrobać. Tym razem to kolejna martwa rzecz. Złośliwa. Nie, żeby my.
No ale gdzie to wspomniane wyzwanie?
Wyzwanie miało dopiero nadejść. I nadeszło. Gdy Michał zamaszyście wniósł Karolinę na środek parkietu domu weselnego. Okazało się, że młodzi i ich goście z minuty na minutę zarażali się swoim świetnym nastrojem, chęcią do zabawy, która niejednokrotnie przybierała barwy szaleństwa. Niewielka, przytulna sala, począwszy od pierwszych taktów serwowanych przez zespół, wypełniła się gośćmi.Taki stan trwał do końca wesela. Podobno nawet dłużej, ale to wiemy już tylko z opowiadań.
Zapraszamy Cię drogi czytelniku do obejrzenia zdjęć z przyjęcia Karoliny i Michała, które pośród innych zdjęć znajdziesz w naszej galerii. A abyś nie szukał zbyt długo link podamy Ci link >>>>> tutaj <<<<<